Nowosci:
2007-04-23:
NAGRODA NA KONTRAPUNKCIE 2007
Kolejna nagroda dla Małgorzaty Rozniatowskiej ! Miło nam poinformować, że na XLII Przeglądzie Teatrów Małych Form KONTRAPUNKT '07 w Szczecinie za Indywidualność Artystyczną Festiwalu (nagroda im. Zygmunta Duczyńskiego) uznano Małgorzatę Rożniatowską, która zagrała Anitę Szaniawską w monodramie "Uwaga - złe psy!" G R A T U L U J E M Y ! Oglądałem wiele ciekawych przedstawień, tzn. takich, które o czymś mówiły, używając przy tym interesującego języka teatralnego. Frapująca wydawała mi się siła współczesności tego teatru. Ujęły mnie przedstawienia, które udowadniały, że wystarczy minimum formy, dyscyplina i chęć przekazania czegoś, a nie nadużywanie efektów, żeby małe formy przemawiały bardzo mocno. Bardzo podobała mi się historia wdowy po Jerzym Szaniawskim ("Uwaga - złe psy!"). /.../
2007-03-26:
KONTRAPUNKT 2007
Monodram "Uwaga - złe psy" został zakwalifikowany do udziału w XLII Przeglądzie Teatrów Małych Form KONTRAPUNKT 2007 w Szczecinie.
Spektakl wystawimy dwukrotnie: 19 kwietnia o godz. 16:00 19 kwietnia o godzinie 21:30. ZAPRASZAMY! szczegóły na www.kontrapunkt.pl
2006-11-24:
WROSTJA - nagrody!
Na Festiwalu teatrów jednego aktora WROSTJA we Wrocławiu, Małgorzata Rożniatowska została uhonorowana Nagrodą Wojewody Dolnośląskiego i Nagrodą Polskiego Radia Wrocław. GRATULACJE
2006-10-12:
Laureatka Festiwalu Prapremier.
Małgorzata Rożniatowska została uhonorowana Nagrodą Aktorską na 5. Festiwalu Prapremier Teatralnych w Bydgoszczy! GRATULUJEMY. Lada dzień w dziale recenzje również bydgoskie "opinie" o spektaklu.
2006-07-02:
Najlepsza Rożniatowska
28 czerwca 2006 "Rzeczpospolita" opublikowała ranking najlepszych ról minionego sezonu. Na pierwszym miejscu znalazła się Małgorzata Rożniatowska z rolą Anity Szaniawskiej w "Uwaga - złe psy" ("Monodram Remigiusza Grzeli. Aktorka mierzy się z czarną legendą malarki Anity, obłąkanej żony Jerzego Szaniawskiego. W spowiedzi życia wstrząsająco oddaje wielki ból. Reż. Michał Siegoczyński.") Drugie miejsce w rankingu zajęła Gabriela Muskała z Teatru Dramatycznego za "Podróż do Buenos Aires", a trzecie Irena Jun za "Filozofię po góralsku" w Teatrze Studio. Wśród aktorów najlepszy był Zbigniew Zapasiewicz za genialną kreację w "Kosmosie" (Teatr Narodowy). Drugie miejsce w rankingu zajął Mariusz Benoit za "Peer Gynta" (Montownia), a trzecie Wiesław Komasa za "Filozofię po góralsku" w Teatrze Studio.
2006-06-23:
Główna nagroda aktorska!!!
23 czerwca 2006
Małgorzata Rożniatowska za rolę Anity Szaniawskiej w monodramie "Uwaga - złe psy!" odebrała od Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego Główną Nagrodę Aktorską i 10 tysięcy złotych XII Ogólnopolskiego Konkursu na Wystawienie Polskiej Sztuki Współczesnej. Konkurs miał charakter dwuetapowy. W pierwszym etapie Komisja Artystyczna (w składzie Olga Katafiasz, Gabriela Kownacka, Maryla Zielińska, Łukasz Drewniak, Andrzej Lis, Wojciech Majcherek i Jacek Sieradzki) obejrzała 83 spektakle teatralne, z których do finału zakwalifikowanych zostało 13 przedstawień i dwa teksty dramatyczne. Zakwalifikowane do finału przedstawienia zostały ocenione przez jury (w składzie Sławomira Łozińska, Ewa Kwiecień, Bożena Sawicka, Jarosław Gajewski, Tomasz Kubikowski, Michał Walczak, Waldemar Zawodziński). Do konkursu przystąpiły zarówno teatry dramatyczne (37 placówek), jak i nieinstytucjonalne - offowe, działające na zasadzie agencji impresaryjnych, a niekiedy wręcz w formule amatorskich scen, działających przy domach kultury (30 placówek). Ponadto 14 przedstawień zgłoszonych zostało przez teatry lalkowe, jedno przez teatr muzyczny i jedno przez teatr szkolny. "UWAGA - ZŁE PSY!" nie tylko znalazły się w finale Konkursu, ale zostały zarekomendowane przez Jury do pokazania na scenie Teatru Narodowego. Do tej prezentacji Jury zarekomendowało jedynie trzy spektakle. Wszystkie spektakle finałowe: • ZIELONY WĘDROWIEC Liliany Bardijewskiej Teatr Lalek Banialuka im. Jerzego Zitzmana w Bielsku-Białej, reżyseria Paweł Aigner; • BRZEG – OPOLE Joanny Drozdy i Marty Ojrzyńskiej Agencja Artystyczna DROART Sp. z. o.o w Warszawie, reżyseria - Joanna Drozda i Marta Ojrzyńska; • • • ABSYNT Magdaleny Fertacz Towarzystwo Autorów Teatralnych (Laboratorium Dramatu)) w Warszawie, reżyseria Aldona Figura; • TAKSÓWKA Igora Gorzkowskiego Stowarzyszenie „Studio Teatralne Koło” w Warszawie, reżyseria – Igor Gorzkowski; • UWAGA ZŁE PSY Remigiusza Grzeli (ze względu na aktorstwo) „Fundacja na Starej Pradze” (Teatr Wytwórnia) w Warszawie, reżyseria Michał Siegoczyński; • MISS HIV Macieja Kowalewskiego ATA-INT. LTD Sp. z o.o. w Warszawie, reżyseria Maciej Kowalewski; • SIAŁA BABA MAK Krystyny Miłobędzkiej Teatr Lalek Banialuka im. Jerzego Zitzmana w Bielsku-Białej, reżyseria Jacek Malinowski; • DOTYK Marka Modzelewskiego Teatr Powszechny im. Zygmunta Hűbnera w Warszawie, reżyseria Małgorzata Bogajewska; • TWÓJ, TWOJA, TWOJE Przemysława Nowakowskiego Teatr Polski w Poznaniu, reżyseria Monika Pęcikiewicz; • WSZYSTKIM ZYGMUNTOM MIĘDZY OCZY Mariusza Sieniewicza Teatr Polski we Wrocławiu, reżyseria Marek Fiedor; • COKOLWIEK SIĘ ZDARZY, KOCHAM CIĘ Przemysława Wojcieszka Teatr Rozmaitości w Warszawie, reżyseria Przemysław Wojcieszek; • O SMOKU GRUBELOKU Edmunda Wojnarowskiego Teatr Lalki i Aktora ATENEUM w Katowicach, reżyseria Peter Nosálek; • DROGA W CIEMNOŚCI Romana Gawłowskiego (ze względu na znaczenie, działającego przy Żarowskim Ośrodku Kultury Teatru Bezdomnego im. Bohumila Hrabala, dla lokalnej społeczności), reżyseria Ryszard Dykcik; teksty dramatyczne • CHODZIŁ WILK RAZY KILKA Radosława Dobrowolskiego • DZIEŃ ŚWIRA Marka Koterskiego.
2006-05-31:
TOK FM - 22 czerwca
Małgorzata Rożniatowska będzie gościem radia TOK FM 22 czerwca w godz. 22.00-24.00
2006-05-24:
Wielka rola Rożniatowskiej
Mały spektakl – wielka rola Zaproszenie słynnej Elżuni Kleczkowskiej ze „Złotopolskich” na Festiwal Sztuki Aktorskiej wydawało się z początku pomysłem niezwykłym. Któż mógł podejrzewać, że drzemie w niej taki potencjał twórczy. Ano znaleźli się dwaj młodzi ludzie, którzy początkowo „przymierzali” bohaterkę tekstu „Uwaga, złe psy” do kilku aktorek, a teraz nie wyobrażają sobie, aby Anitę Szaniawską mógł grać ktokolwiek inny. To Remigiusz Grzela (dramaturg) i Michał Siegoczyński (reżyser). „Wpadłam w sidła dwóch młodych ludzi, nie do końca wiedząc, co mnie czeka” – mówi Rożniatowska, która w pierwszym w swojej karierze monodramie wcieliła się w postać ostatniej żony pisarza Jerzego Szaniawskiego, oskarżonej o znęcanie się nad nim i przyspieszenie jego śmierci. Spektakl rozgrywa się w poetyce konferencji prasowej, a może przesłuchania – aktorka właściwie nieruchoma przez kilkadziesiąt minut opowiada historię rodzącej się miłości, jej rozkwit i upadek, zmuszając nas do ponownej oceny przeszłych wydarzeń. Porażający ascetyzm oprawy i powściągliwość w aktorskich środkach był dla wielu widzów nie do zaakceptowania, dla jurorów zaś – wartością największą. Także dziennikarze akredytowani przy Kaliskich Spotkaniach Teatralnych, choć niejednogłośnie, postanowili swą nagrodę przyznać Rożniatowskiej. Super Fakty Kaliskie, 16-05-06
2006-05-23:
Kalisz raz jeszcze
Za kulisami Kaliskich Spotkań Teatralnych Stali obserwatorzy kaliskiej imprezy dziwili się, gdzie się podziała tradycyjna kaliska widownia. Te zadbane panie, prosto od fryzjera, w wieczorowych kreacjach i prawdziwej biżuterii, eleganccy panowie pod krawatem itd. To dzięki nim Kaliskie Spotkania miały ten niepowtarzalny, lekko snobistyczny klimat. Czyżby tak skutecznie zniechęcił ich ubiegłoroczny festiwal, zdominowany przez spektakle brutalne i pełne negacji? - pisze [BS] Bożena Szal w Ziemi Kaliskiej Gazecie Poznańskiej. «Wyraźnie ubyło też sponsorów. Wierni festiwalowi pozostali jednak Urszula i Sławomir Jakubowscy, którzy wytrwale biegali ze spektaklu na spektakl i wyczekiwali pod drzwiami na rozpoczęcie wiecznie opóźniających się przedstawień, tolerując też lekko rozpanoszoną młodzież która bezceremonialnie zajmowała ich miejsca. Stalin w świątyni Melpomeny Lekkim szokiem dla części festiwalowej widowni mógł być wielki portret Stalina, czerwone gwiazdy i inne symbole tamtej epoki, zdobiące hall kaliskiego teatru w dniu prezentacji kaliskiego spektaklu "Historia komunizmu...". Nie przeraziły one kaliskiego rzeźbiarza Andrzeja Wiesława Oziminy, który tzw. socjalistyczną propagandę wizualną miał okazję dobrze poznać. Artysta, co warto przypomnieć, jest m.in. autorem Statuetki Wojciecha, którą tradycyjnie wręcza się zwycięzcom Kaliskich Spotkań Teatralnych. Teatr pod psem? Na kaliskim festiwalu nagrody otrzymują wyłącznie aktorzy. Tym razem jednak najwięcej gratulacji zebrał... reżyser Michał Siegoczyński. Pan Michał wyreżyserował bowiem nie tylko monodram "Uwaga złe psy", za który Małgorzata Rożniatowska otrzymała najwyższe festiwalowe laury, ale także kameralny spektakl "Taśma", który jury uhonorowało nagrodą specjalną. Serce pana Adama Jeszcze mocniej przeżywał festiwalowe występy Małgorzaty Rożniatowskiej jej osobisty małżonek - Adam Marszalik. Postać dobrze znana starszej części kaliskiej publiczności, wychowanej na legendarnym teatrze Izabeli Cywińskiej. To właśnie w tamtych czasach "adept Marszalik" stawiał pierwsze kroki na kaliskiej scenie. A ponieważ ma już swoje lata i serduszko sprawia mu czasem kłopoty, kiedy jurorzy w środku nocy ogłosili swój werdykt, kaliscy przyjaciele obawiali się przekazać mu tę dobrą nowinę - żeby Adaś zbyt za bardzo się nie wzruszył! Dla tych. którzy nie mieli szans dostać się na kameralny spektakl Rożniatowskiej, mamy optymistyczną wiadomość. Aktorka na pewno wystąpi w Kaliszu ponownie. W tym roku "starych znajomych" pokazało się na festiwalu niewielu. W kuluarach brylowała jedynie niezawodna i wiecznie młoda Alina Obidniak, która kierowała kaliskim teatrem jeszcze przed Cywińską. A na scenie wypatrzyliśmy inną byłą damę kaliskiej sceny, Danielę Popławską w poznańskim "Fauście". Zawsze ciesząca się ogromną sympatią wśród kaliszan. Aktorka była jednak tak ucharakteryzowana, że mało kto ją rozpoznał. Przeoczył ją nawet sumienny profesor Wojciech May, który nie tak dawno balował z Danielą podczas szkolnego zjazdu w jednym z kaliskich liceów. Za to w teatralnym bufecie wszyscy rozpoznawali się natychmiast i padali sobie w ramiona. I jeszcze jedna niespodzianka W znakomitym poznańskim "Fauście", który w Kaliszu był prezentowany poza konkursem, - odnalazł się też niespodziewanie Janusz Grenda. Aktor związany do wielu lat z kaliskim teatrem, już od dłuższego czasu występował gościnnie w Teatrze Nowym w Poznaniu. A od nowego sezonu zdecydował się związać na stałe z poznańską sceną. Serce jednak zostawił w Kaliszu: - Mój dom jest w Kaliszu - zapewniał - i zawsze będę tu wracał...» BS [Bożena Szal]--
2006-05-23:
Kunszt Małgorzaty Rożniatowskiej
Festiwal, festiwal i... po festiwalu «Objawienie pani Małgorzaty Renesans monodramu? Małgorzata Rożniatowska popularność zdobyła dzięki telewizyjnemu serialowi "Złotopolscy", ale w teatralnych rankingach jej nazwisko jeszcze do niedawna praktycznie nie istniało. Aktorka objawiła się nam w monodramie Remigiusza Grzeli "Uwaga złe psy" w reżyserii Michała Siegoczyńskiego, zbudowanym na kanwie tragicznych losów Jerzego Szaniawskiego - niegdyś modnego, a dziś już zapomnianego, dramaturga, którego pod koniec życia odcięła od świata i zadręczyła na śmierć psychicznie chora żona. To właśnie ona spokojnym, wyważonym tonem z niesamowitą logiką opowiada tę porażającą historię, nie dostrzegając w niej cienia własnej winy. Jej szaleństwo jest głęboko ukryte, choć chwilami objawia się w całym swym okrucieństwie. Aktorka operując niezwykle oszczędnymi środkami, nie opuszczając nawet na chwilę swego miejsca za stołem, trzyma w napięciu publiczność przez 45 minut! Co w tym roku nie udało się żadnemu innemu teatrowi. "Ślub" i inne wizje Najwyższą festiwalową nagrodę, Grand Prix dla Małgorzaty Rożniatowskiej (potwierdzoną też nagrodą dziennikarzy), festiwalowa publiczność przyjęła z dużym aplauzem. Podobnie jak i drugą Grand Prix dla Sławomira Maciejewskiego który z podobną prostotą zagrał rolę Henryka w spektaklu "Ślub" z Teatru W. Horzycy w Toruniu. To zdumiewająco piękne widowisko zrodziło się w wyobraźni estońskiego reżysera Elmo Nuganena, któremu kompletnie nieznana była polska tradycja inscenizacji dramaturgii Gombrowicza. Tak powstał "Ślub" bliższy marzeniom sennym niż nocnym koszmarom. Genialnym pomysłem okazało się też zaproszenie do udziału w spektaklu litewskiego aktora, Vladasa Bagdonasa, który urzekł widownię i jury (nagroda) wyrazistą kreacją i piękną polszczyną z kresowym akcentem. Klasyka lekko odświeżona Z zagranicznych produkcji, które w tym roku odbierało się znacznie lepiej, zarówno ze względu na klasyczny repertuar, jak i lepsze (choć nadal niedoskonale) formy translatorskie -jurorzy obsypali nagrodami nowatorską inscenizację "Trzech sióstr" Czechowa z Węgierskiego Teatru Narodowego w Beregowie (Ukraina). Przedstawienie zyskało zresztą w Kaliszu dość niespodziewany finał, kiedy to odsłania się tylna ściana sceny, ukazując wielkie i pełne światła okno, za którym - jak wiadomo - rozciąga się cmentarz żołnierzy radzieckich. Tam właśnie, na to i monumentalne cmentarzysko historii spuszczona zostaje teatralną windą bagażową cała niepotrzebna już nikomu rosyjska inteligencja wraz ze swym niemodnym systemem wartości, na scenie zostaje prymitywna i cwana Natasza. Nie kwestionując decyzji jury w tej materii, chciałabym się jednak upomnieć o inne solidnie zagrane zagraniczne spektakle: "Wujaszka Wanię" Czechowa z Teatru Dramatycznego i Muzycznego w Brześciu (Białoruś) i "Zbrodnie i karę" wg. Dostojewskiego z Teatru Astorka w Bratysławie (Słowacja): a nawet o farsową "Kurkę" z Teatru Svandowo w Pradze (Czechy), a to z uwagi na żywiołową rolę Klary Cibulkovej. Kaliszanie mogą być usatysfakcjonowani trzema nagrodami dla aktorów z obsady "Woyzcka", które nie były tylko ukłonem w stronę gospodarzy. A o samym festiwalu można powiedzieć najkrócej, że byłby znacznie lepszy, gdyby był... znacznie krótszy.» "Festiwal, festiwal i... po festiwalu" -- Bożena Szal-Truszkowska -- Ziemia Kaliska/Gazeta Poznańska nr 116/19.05.06 -- 23-05-2006
2006-05-17:
Kawa czy herbata 19. maja
Małgorzata Rożniatowska, Michał Siegoczyński i Remigiusz Grzela będą gośćmi porannego programu "Kawa czy herbata" w piątek, 19 maja ok. godziny 7.20.
2006-05-17:
Grand Prix dla Małgorzaty Rożniatowskiej
Najważniejszy jest aktor «Zakończony właśnie festiwal był inny niż poprzedni - ciekawszy i nieporównanie bardziej, zarówno od strony repertuarowej jak teatralnej, różnorodny. Werdykt Jury 46. Kaliskich Spotkań Teatralnych Dwa równorzędne Grand Prix: Małgorzata Rożniatowska i Sławomir Maciejewski. Dwie równorzędne Główne Nagrody Aktorskie: Magdalena Vass i Zsoltan Trilow. Dwie równorzędne nagrody aktorskie: Katarzyna Figura i Sebastian Pawlak.» "Najważniejszy jest aktor" --
2006-05-17:
Grand Prix w Kaliszu
Grand Prix dla dwojga «Role Małgorzaty Rożniatowskiej w monodramie "Uwaga, złe psy" i Sławomira Maciejewskiego jako Henryka w spektaklu "Ślub" jurorzy tegorocznych Kaliskich Spotkań Teatralnych uznali za warte nagrody Grand Prix. W ten sposób najwyższą nagrodą festiwalową za grę aktorską uhonorowano najlepszą kreację kobiecą i męską. Małgorzata Rożniatowska pokazała w Kaliszu wstrząsający monodram "Uwaga, złe psy" (Teatr Wytwórnia z Warszawy), który festiwalowa publiczność przyjęła długimi brawami. Aktorka, do tej pory szerzej znana głównie z telewizyjnego serialu "Klan", otrzymała w Kaliszu także nagrodę dziennikarzy. W "Ślubie" Teatru W. Horzycy w Toruniu, w którym Sławomir Maciejewski zagrał Henryka, jurorzy docenili też ciekawą rolę, gościnnie występującego tu litewskiego artysty, Vladasa Bagdonasa. Trzy docenione spektakle Bez większych kontrowersji Festiwal w pigułce "Grand Prix dla dwojga" --
2006-05-14:
Grand Prix dla Małgorzaty Rożniatowskiej
GAZETA WYBORCZA Aktorzy nagrodzeni Marta Kaźmierska, Poznań 14-05-2006, ostatnia aktualizacja 14-05-2006 17:56 Małgorzata Rożniatowska z warszawskiego Teatru Wytwórnia i Sławomir Maciejewski z Teatru im. Wilama Horzycy w Toruniu zostali laureatami Grand Prix 46. Kaliskich Spotkań Teatralnych - Festiwalu Sztuki Aktorskiej, które zakończyły się w nocy z soboty na niedzielę. Rożniatowska została doceniona za poruszającą rolę Anity Szaniawskiej w monodramie "Uwaga złe psy" Remigiusza Grzeli w reżyserii Michała Siegoczyńskiego. Aktorka otrzymała Grand Prix i Nagrodę Dziennikarzy. Maciejewskiego nagrodzono za rolę Henryka w spektaklu "Ślub" Witolda Gombrowicza w reżyserii Elmo Nüganena.
2006-05-14:
Wielkie zwycięstwo Małgorzaty Rożniatowskiej
Małgorzata Rożniatowska za "Uwaga - złe psy!" zdobyła Grand Prix 46. Kaliskich Spotkań Teatralnych - Festiwalu Sztuki Aktorskiej. Otrzymała też Nagrodę Dziennikarzy. Tak się wszyscy cieszymy i zapraszamy na spektakle. To był duży, międzynarodowy i prestiżowy festiwal. Ważne nagrody. Zasłużone. Jeszcze tylko skład jury:Ewa Błaszczyk Kinga Preis Laszlo Berczes Piotr Kruszczyński Jacek Wakar
2006-05-13:
Elektryzująca Małgorzata Rożniatowska
Spośród dwudziestu spektakli, które znalazły się w programie 46. Kaliskich Spotkań Teatralnych, tylko trzy są oparte na współczesnych polskich dramatach. - Być może to całkiem przyzwoite proporcje - twierdzi jednak Piotr Kruszczyński, reżyser, jeden z jurorów tegorocznego festiwalu. O festiwalu pisze Marta Kaźmierska w Gazecie Wyborczej. «Kaliskie Spotkania Teatralne to jedyna w Polsce impreza, gdzie głównym kryterium oceny jest gra sceniczna. Laureatów festiwalu poznamy dziś [13 maja] o północy. Oprócz Piotra Kruszczyńskiego wyłonią ich aktorki Kinga Preis i Ewa Błaszczyk, węgierski reżyser László Bérczes oraz krytyk Jacek Wakar. Dowiemy się też, na kogo zagłosowała publiczność. W ciągu ostatnich dni oklaskiwała m.in. "Niżyńskiego" [na zdjęciu] w reż. Waldemara Zawodzińskiego z Teatru im. Stefana Jaracza w Łodzi w czytelnym, choć kontrowersyjnym wykonaniu młodego aktora i tancerza Kamila Maćkowiaka i "Alinę na Zachód" (reż. Paweł Miśkiewicz) niemieckiego dramaturga Dirka Dobbrowa. Brawurowe, przejmujące kreacje stworzyli tu m.in. Katarzyna Figura, Marcin Bosak, Marta Król i Władysław Kowalski. Widzowie obejrzeli też inscenizacje współczesnych polskich tekstów: monodram "Uwaga złe psy" Remigiusza Grzeli (reż. Michał Siegoczyński, Teatr Wytwórnia w Warszawie) z elektryzującą Małgorzatą Rożniatowską w roli Anity Szaniawskiej oraz "Koronację" Marka Modzelewskiego (reż. Łukasz Kos, Laboratorium Dramatu w Warszawie), z Robertem Więckiewiczem, Martą Klubowicz, Elżbietą Jarosik i znakomitą, dawno niewidzianą Barbarą Wrzesińską. Wrocławski Teatr Pieśń Kozła wystawił wczoraj w synagodze w pobliskim Ostrowie Wielkopolskim "Lacrimosę" (reż. Grzegorz Bral), widowisko oparte na "Mszy za miasto Arras" Andrzeja Szczypiorskiego, a Teatr im. Bogusławskiego w Kaliszu - "Historię komunizmu opowiedzianą chorym umysłowo" Matei Visnieca (reż. József Czajlik), powstałą w ramach projektu COMET - zrzeszenia teatrów Europy Środkowej i Wschodniej. Dziś zobaczymy "Trzy siostry" Antoniego Czechowa, Węgierskiego Teatru Narodowego w Beregowie na Ukrainie (reż. Attyla Vidnyánszky), także w ramach COMET. Początek o godz. 17 na dużej scenie teatru w Kaliszu. Po raz kolejny w Ostrowie wrocławscy aktorzy wystawią "Lacrimosę" (godz. 19). Czeka nas jeszcze "Samotny zachód" Martina Mc Donagha Teatru Nowego Praga w Warszawie (reż. Eugeniusz Korin, godz. 15 i 20, Centrum Kultury i Sztuki w Kaliszu), a na koniec - recital André Ochodlo z Teatru Atelier im. Agnieszki Osieckiej w Sopocie (godz. 22.30, duża scena teatru). - Myślę, że współczesny polski dramat, tak bardzo dokumentalny, w publicystyczny sposób odzwierciedlający rzeczywistość, daje aktorom mniejsze możliwości wykazania się warsztatem niż klasyka czy zagraniczne adaptacje - tłumaczy nikłą obecność polskiej problematyki podczas festiwalowych prezentacji Piotr Kruszczyński. - Szkoda, że nie ma tu kilku wybitnych produkcji ostatniego czasu - dodaje. Takim spektaklem jest, zdaniem Kruszczyńskiego, na przykład "Krum" Krzysztofa Warlikowskiego. Wśród uczestników kaliskiego festiwalu powtarza się wątek niedosytu otwartych konfrontacji, podczas których można by podyskutować o spektaklach czy wręcz się o nie pokłócić. Rytm spotkań z aktorami i twórcami wyznacza ciasny grafik pokazów i pewna przypadkowość. Można wprawdzie spotkać przy pizzy Kasię Figurę, jednak trudno burzyć spokój powtarzającej rolę aktorce. Przyjeżdżają kolejne zespoły, inne wyjeżdżają. Przez miasto przewija się od tygodnia plejada gwiazd, a codzienność zazębia się z emocjami obecnymi podczas wieczornych pokazów. Z pewnością warto jednak pomyśleć w przyszłości o spotkaniach twórców z publicznością. Bo gościnna, pogodna i kameralna atmosfera Kalisza naprawdę temu sprzyja.» "Czy na kaliskim festiwalu brakuje współczesnego polskiego dramatu?" Marta Kaźmierska
2006-04-13:
GRAND PRIX dla ZŁYCH PSÓW
Protokół jury PROTOKÓŁ Jury w składzie: * Wyróżnienie oraz nagrodę pieniężną w wysokości 500 zł otrzymuje monodram "Watt" Samuela Becketta w reżyserii Jerzego Weltera w wykonaniu Aleksandry Kugacz * Grand Prix IV Ogólnopolskiego Przeglądu Monodramu Współczesnego oraz nagrodę pieniężną w wysokości 3000 zł otrzymuje monodram "Uwaga złe psy" Remigiusza Grzeli w reżyserii Michała Siegoczyńskiego w wykonaniu Małgorzaty Rożniatowskiej Podpisy komisji
2006-04-09:
Główna nagroda na Festiwalu Monodramów
Wiadomość z ostatniej chwili: "Uwaga - złe psy!" zdobyły Grand Prix IV Ogólnopolskiego Przeglądu Monodramu Współczesnego w Warszawie.
2006-03-30:
Zaproszenia
Agnecja Grami, jedna z największych agencji impresaryjnych w Polsce, włączyła do swojej oferty monodram Małgorzaty Rożniatowskiej "Uwaga - złe psy!". Teatry i inne instytucje zainteresowane zaproszeniem spektaklu, prosimy o kontakt z Agatą Kabat:
GSM: + 48 (0) 501 713 280 agata@grami-art.pl
2006-03-30:
mail do Teatru Wytwórnia
Dzień dobry! Jeśli istnieje taka możliwość bardzo proszę o przekazanie Pani Małgorzacie Rożniatowskiej oraz Panom Remigiuszowi Grzeli i Michałowi Siegoczyńskiemu wyrazów ZACHWYTU od zwykłych widzów :) Dosyć często chodzimy z koleżankami do teatru, a bardzo rzadko zdarza się spektakl, który wywarłby tak duże wrażenie! Dla mnie osobiście jedynie "Dowcip" w wykonaniu Teresy Budzisz-Krzyżanowskiej był równie wstrząsający. Dosyć długo po spektaklu wczoraj i jeszcze dzisiaj rozmawiałyśmy o nim. Niesamowite było to, że każda trochę inaczej go odebrała (a było nas aż 5;) jedna jako studium choroby psychicznej, ja jako opowiedzianą historię bezgranicznej miłości osoby chorej, szczęścia, jakie przyniosła ta miłość oraz wyznanie cierpienia, które choroba (i miłość) przyniosła. Rozmawiałyśmy też o Z serdecznymi pozdrowieniami, Agnieszka Chojecka
2006-03-21:
Festiwal
"UWAGA ZŁE PSY!" poza spektaklami w Teatrze Wytwórnia, będzie można zobaczyć także na Festiwalu Monodramów w Teatrze Stara ProchOffnia, 9 kwietnia o godz. 16.30
2006-03-15:
Wprost
"WPROST i KULTURA" przyznało "Złym psom" cztery i pół gwiazdki na pięć możliwych. Uzasadnienie można przeczytać w dziale "recenzje". Najbliższe spektakle: 18,19,24,25,26 marca godz. 19.00 w Teatrze Wytwórnia
2006-03-07:
Pisarka Marta Fox o spektaklu
"Rożniatowska raz jest piękna pięknością dojrzałej kobiety, która wiele wycierpiała, raz demoniczna demonicznością starzejącej się kobiety, która nie potrafi i nie chce wyrzucić dziewczynki z siebie. Raz jest zdobywczynią świata. Raz wystraszonym wróblem z duszą na ramieniu, w którego ktoś z tłumu chce rzucić kamieniem. Ale tryumfuje w swoim obłędzie, jakby tym razem nas, widzów zamknęła w klatce i w dodatku niczego nie żałuje, sami się o to prosiliśmy, ciekawscy, ciekawskie złe psy, wyciągające po nią swoje cztery łapy. A może tylko dwie." - całość można przeczytać w dziale "recenzje"
2006-03-05:
Gazeta Wyborcza
"Nowy - świetny! - spektakl Teatru Wytwórnia "Uwaga - złe psy!" pokazuje, jak niewiele zmieniło się u nas od mroków średniowiecza. Wtedy wariatów wystawiano w klatkach, dziś - mamy telewizję i brukowce. Spowiedź Anity, sadystycznej żony wybitnego pisarza Jerzego Szaniawskiego, okazuje się w gruncie rzeczy sądem nad współczesnym światem mediów" - tak zaczyna się recenzja Joanny Derkaczew, opublikowana w "Gazecie Wyborczej". Całość w dziale "recenzje"
2006-03-05:
Życie Warszawy
Uwaga! Zabójcza miłość
Zapomnijcie o "Złotopolskich"! W monodramie nie poznacie Małgorzaty Rożniatowskiej-Kleczkowskiej z popularnego serialu. Spektakl w teatrze Wytwórnia (premiera - 3 marca godz. 19:00) oparty jest na prawdziwej historii. Małgorzata Rożniatowska gra chorą psychicznie malarkę Anitę Szaniawską. Obłąkana kobieta bezskutecznie próbuje poradzić sobie z przytłaczającą miłością do męża, wybitnego dramaturga Jerzego Szaniawskiego. W końcu zatraca się w niej, ubezwłasnowolnia pisarza, więzi go, wreszcie doprowadza do śmierci. Skąd tytuł "Uwaga - złe psy"? Taką tablicę wywiesza bohaterka na bramie dworku Szaniawskich w Zegrzynku. Złe psy to, w przeświadczeniu Anity, ludzie, którzy próbują "zagryźć" ich miłość. - Z postacią Anity Szaniawskiej zetknąłem się kilka lat temu. Chciałem Szaniawską usłyszeć. i być może usprawiedliwić - wspomina Remigiusz Grzela, autor sztuki. - To opowieść o kobiecie, która kochała, i która zagubiła się w swojej miłości. Spektakl reżyseruje Michał Siegoczyński, wielokrotnie nagradzany za monodram "Jak zjadłem psa" Jewgienija Griszkowca. W Teatrze Konsekwentnym można ogladać przygotowaną przez niego "Taśmę" Stephena Belbera. Agnieszka Michalak Życie Warszawy 2 marca 2006
2006-03-04:
Informacje w mediach
Premierę "Złych psów" relacjonowały TVP2, TVP3, Teleexpress, Polskie Radio, PAP.
Zaproszenie, jakie ukazało się w "Rzeczpospolitej" 3 marca 2006: PREMIERA Monodram Małgorzaty Rożniatowskiej Zła Pani na Zegrzynku Bohaterka monodramu "Uwaga - złe psy!" Remigiusza Grzeli wzorowana jest na Anicie Szaniawskiej, żonie dramatopisarza Jerzego. Mawiano o niej: Zła Pani na Zegrzynku. wir_a_24-1.F.jpg (c) TEATR WYTWÓRNIA Jerzy Szaniawski w wieku 75 lat poślubił malarkę Anitę Szatkowską. Psychicznie chora kobieta całkowicie usidliła męża. Znęcała się nad nim psychicznie i fizycznie. Kiedy w 1969 r. dramaturg trafił z udarem mózgu do szpitala, Anita opłaciła lekarzy, by go zeń wypisali. W wynajętym pokoju w Warszawie "leczyła" chorego sobie znanymi sposobami, m.in. karmiąc go rozpuszczonym gipsem. Po śmierci pisarza Anita wróciła do Zegrzynka. Dewastowała dworek męża, aż wreszcie go podpaliła. W płomieniach zginęło dwóch młodych mężczyzn, których wcześniej zamknęła na klucz w jednym z pokojów. Trafiła do zakładu w Tworkach, skąd uciekła. W końcu znalazła się w Domu Opieki w Krakowie, gdzie umarła w 1991 r. Akcja dramatu rozgrywa się już po śmierci Szaniawskiego, której wdowa... nie przyjmuje do wiadomości. Żyje w urojonym świecie, pełnym wypaczonych emocji. Ma jednak świadomość swej choroby, z którą w przebłyskach świadomości walczy. Bezskutecznie. Monodram w wykonaniu Małgorzaty Rożniatowskiej wyreżyserował Michał Siegoczyński. j.r.k. Teatr Wytwórnia, ul. Ząbkowska 27/31, tel. 0 22 741 23 05, premiera 3.03, godz. 19
2006-03-02:
Gazeta Wyborcza
Warszawa. Monodram Małgorzaty Rożniatowskiej w Wytwórni
Bohaterką sztuki "Uwaga złe psy" jest Anita Szaniawska, chora psychicznie malarka, żona pisarza Jerzego Szaniawskiego. Premiera monodramu Remigiusza Grzeli w piątek (3 marca) w Teatrze Wytwórnia. «Historia ostatnich lat życia Jerzego Szaniawskiego jest dramatyczna. Kiedy Szaniawski, z udarem mózgu, trafia do szpitala, jego żona Anita zabiera go stamtąd i ciężko chorego więzi. Twierdzi, że tylko ona go kocha i tylko ona potrafi wyleczyć. Akcja dramatu Remigiusza Grzeli rozgrywa się już po śmierci Szaniawskiego, z którą Anita nie potrafi się pogodzić. W roli Anity zobaczymy Małgorzatę Rożniatowską [na zdjęciu]. Aktorka, szerokiej publiczności znana z serialu "Złotopolscy", po raz pierwszy mierzy się z formą monodramu. Współpracowała z dawnym Teatrem na Targówku, współtworzyła Teatr Janusza Wiśniewskiego. Obecnie gościnnie przygotowuje rolę w Teatrze Współczesnym w spektaklu "Wieś Stiepańczykowa i jego mieszkańcy" według Fiodora Dostojewskiego w reżyserii Izabelli Cywińskiej . Zagrała w filmach m.in. "Cześć Tereska" Roberta Glińskiego, "300 mil do nieba" Macieja Dejczera i w "Dług" Krzysztofa Krauze. Remigiusz Grzela jest absolwentem Wydziału Dziennikarstwa i Nauk Politycznych Uniwersytetu Warszawskiego, autorem książek m.in. "Bagaże Franza K., czyli podróż której nigdy nie było", dramatów ("Na gałęzi", "Naznaczeni") oraz adaptacji scenicznej opowiadań Pedro Almodovara "Patty Diphusa" według której powstał monodram Ewy Kasprzyk grany w Le Madame. "Uwaga złe psy" Remigiusza Grzeli. Reżyseria Michał Siegoczyński. Premiera: piątek, 3 marca, godz. 19 w Teatrze Wytwórnia, Fabryka Wódek Koneser, ul. Ząbkowska 27/31 Zaprasza Remigiusz Grzela, autor sztuki: Kilka lat temu dość wnikliwie prześledziłem biografię Jerzego Szaniawskiego i jego chorej psychicznie żony, Anity Szatkowskiej, malarki - postaci dziwnej i tajemniczej. Nie wiadomo, w jaki sposób pojawiła się w życiu dramaturga. Anita była od Jura, jak go nazywała, sporo młodsza. Kiedy skończył 75 lat udało się jej namówić go do ślubu, po którym całkowicie odizolowała go od świata. Biła go, głodziła, karmiła gipsem, zamykała w komórce, w sensie moralnym i humanistycznym właściwie go ubezwłasnowolniła. Można by powiedzieć, że była potworem. A jednak... Szaniawski chyba ją kochał. Przypominała mu postaci z jego utworów. Była dla niego kimś więcej niż żoną, może ucieleśnieniem jego pisarstwa? Chciałem usłyszeć Anitę. I ją obronić. Można tylko zadać sobie pytanie, czy powinno się bronić potwora? Ale co się z nią stało, że doprowadziła się do takiego stanu, że się zagubiła? Takie pytania zacząłem sobie zadawać, pisząc ten tekst. Opinie o Anicie Szaniawskiej są jednoznacznie negatywne. W ogóle jednoznaczne są nasze opinie dotyczące osób chorych psychicznie. Mam nadzieję, że po obejrzeniu tego spektaklu ani opinie, ani oceny nie będą jednoznaczne. Choroba staje się w nim pewną metaforą, a hasło: "Szaniawska" jedynie nazwiskiem. Michał Siegoczyński, reżyser, zdecydował się skonstruować ten spektakl bardzo prostymi środkami. Nie ma tu zbędnych elementów, fajerwerków, rozbudowanych sytuacji. Spektakl jest skromny, postawiony jest na sile aktorstwa i interpretacji Małgorzaty Rożniatowskiej.» "Szalona żona i pisarz" Dorota Wyżyńska Gazeta Wyborcza - Stołeczna nr 52 02-03-2006
2006-03-01:
Rozmowa o sztuce na www.independent.pl
Rozmowa Katarzyny Marzęckiej z Remigiuszem Grzelą
Katarzyna Marzęcka: W sensie człowieczym zamysł sztuki wydaje się szlachetny; ukazać, że miłość Szaniawskiej była nie tylko metodycznie rozbudzaną, pętającą, unicestwiającą fascynacją, lecz prawdziwym, choć trudnym uczuciem. Obrona osoby prawie wyłącznie postrzeganej negatywnie to wyzwanie. A jaki cel artystyczny postawiłeś sobie w tym przypadku? Remigiusz Grzela: Cel artystyczny postawił sobie przede wszystkim reżyser. Ja chciałem po prostu zobaczyć Szaniawską w wersji „człowieczej”, czyli psychologicznej. We wszystkim, co piszę psychologia jest jednym z najważniejszych motywów. Kiedy przeprowadzam, a potem piszę wywiady dla „Gazety Wyborczej” ze znanymi artystami, zawsze staram się dotknąć prawdy o nich. Nie pokazywać ich w kontekście środowiskowym, czy artystycznym, ale czysto ludzkim, z ich błędami, brakami, fobiami. To temat wszystkich moich sztuk i innych tekstów. Tak pokazałem przyjaciół Franza Kafki w swojej powieści faktu „Bagaże Franza K.”, tak pokazałem bohaterów swojej najnowszej powieści „Bądź moim Bogiem”. Postawiłem sobie też cel literacki – stworzyć w miarę najpełniejszy portret Anity Szaniawskiej, portret uniwersalny, żebyśmy sami zadali sobie pytanie jak blisko jest granica obłędu. Chciałem opowiedzieć o jej chorej miłości, ale jednak miłości. To było szalenie trudne zadanie. Tę sztukę pisałem ponad trzy lata. Zmieniały się kolejne wersje, chciałem żeby Anita sama opowiadała o sobie, o sobie chorej i o sobie świadomej tej choroby. Jedyne, co miała w życiu to Jur, czyli Jerzy Szaniawski, człowiek, którego „zmusiła”, a może lepiej nakłoniła do ślubu, kiedy skończył 75 lat. I z tego, co pisał o niej, wydaje mi się, że przynajmniej na początku dała mu szczęście. Poza tym on widział ją jak postać ze swoich tekstów, wieloznaczną, niebezpieczną, może tragiczną. Tu było więc coś więcej. Dla niego Anita była wcieleniem jego literackich kreacji, jego „dzieci z lasu”, jak napisał w jednym z listów do niej. Michał Siegoczyński, który reżyseruje ten spektakl stworzył dosyć statyczną ale myślę porażającą inscenizację. Założył, że Anita przychodzi na coś w rodzaju komisji śledczej, że przychodzi się bronić. On więcej i ciekawiej opowiedziałby o tym. -Tekst monodramu powstał z tętna chwili, czy może długo wadziłeś się z materią biografii żony Szaniawskiego? Nie interesują mnie tak zwane aktualne tematy, nie umiałbym pisać o sytuacji społecznej, politycznej, o Radiu Maryja, o PIS-ie itd. Uważam, że od tego jest publicystyka. Być może mam taką opinię, bo jestem dziennikarzem i przy okazji piszę sztuki i inne teksty. To, co aktualne jest zadaniem dla dziennikarza. Jako autora sztuk Interesują mnie ludzie i ich pęknięcia. Napisałem sztukę o dziewczynce, która w klinice onkologicznej poznaje znaną dziennikarkę. I ta dziennikarka jest słaba, nie wie, jak się ratować, jak walczyć z chorobą. Obserwuje tę dziewczynkę i uczy się od niej jak walczyć. Pokazuję wiele pęknięć w silnej osobowości dziennikarki, wzorowałem tę postać na Orianie Fallaci. Ta sztuka nazywa się „Na gałęzi”. Napisałem sztukę o Dorze Diamant, ostatniej miłości Franza Kafki, kobiecie, która nie umiała się pogodzić z jego śmiercią i postanowiła dać mu dziecko, którego nie miał. Wyszła za mąż za człowieka, którego potraktowała jak materiał rozpłodowy. Urodziła córkę i na cześć Kafki nazwała ją Franciszka. Wmówiła jej, że jej ojcem był Kafka. To mniej więcej temat mojego dramatu „Naznaczeni”, który niedawno zrealizował w Teatrze Polskiego Radia, Piotr Łazarkiewicz. Nawet wydawałoby się rozrywkowy scenariusz „Patty Diphusa” jaki napisałem dla Ewy Kasprzyk na podstawie tekstów Almodovara, oparłem na zmianie, jaka dokonuje się w Patty, tej gwieździe porno, alter ego Almodovara. Te przykłady pokazują, co mnie interesuje i o czym chcę pisać. Dosyć starannie zbadałem biografię Jerzego Szaniawskiego, również biografię Anity. Napisałem o nich duży tekst reportażowy. Brzmiał jednak sensacyjnie. Chciałem, żeby Anita sama się broniła. Wtedy napisałem „Złe psy!” - Bohaterka prowadzi intensywne życie urojone, dyskusyjnie eksploatuje własną jaźń. Czy bałeś się tego tekstu? Co w nim było najtrudniejsze? To może dziwnie zabrzmi, ale boję się każdego swojego tekstu i piszę w tajemnicy przed sobą. Piszę kradnąc na to jakieś chwile ze swojego życia. Ta sztuka kosztowała mnie wiele zdrowia. Nie umiałem tego napisać. Wciąż nie mogłem uwierzyć swojej bohaterce. Najtrudniejszy był moment przed samym końcem. Po prostu nie umiałem sobie z tym poradzić. Chciałem już to skończyć, żeby mieć z głowy. Prawdę mówiąc: miałem jej dosyć. To, co pisałem wciąż nie było tą prawdą, jaka by mnie przekonała. Rozmawiałem wtedy z kilkoma przyjaciółmi, co dalej, jak to prowadzić, jak opowiadać. I nie ukrywam kilka bardzo cennych rad dała mi Ania Mentlewicz, scenarzystka i autorka kultowego w moim pokoleniu programu dla młodzieży „Luz”. Ania powiedziała: „Ta Anita musi być momentami perfidna, bo chce oszukać”. Kiedy o tym pomyślałem, zdałem sobie sprawę, że to jest dobra droga. Ona jest perfidna, bo chce się obronić, a jeśli chce się obronić, to znaczy ma świadomość, że zrobiła źle. Teraz powiem coś bardzo szczerego: myślę, że moje teksty powstają z lęku przed chorobą psychiczną. Jeśli czegoś się w życiu boję, to właśnie tego. Uświadomiłem sobie, że granica tak zwanej normalności może być niewidoczna. -Co Cię zaskoczyło na próbach monodramu? Co nowego odkryłeś w swoim tekście, gdy Małgorzata Rożniatowska przefiltrowała postać przez własną osobowość ? Nie byłem na żadnej próbie, w ogóle zastanawiam się, czy pójść i odsuwam ten moment. Nie umiem więc odpowiedzieć na Twoje pytanie. Poszedłem zobaczyć Małgorzatę Rożniatowską w spektaklu „Wasza Ekscelencja” Izabeli Cywińskiej w Teatrze Współczesnym. Zobaczyłem aktorkę, która powinna być skarbem dla każdego reżysera. Aktorkę, która ma ogromne możliwości i wielki talent. Chcę ją zobaczyć jako Anitę, być może odważę się dopiero na premierze. - Powiedziałeś, że myślisz o sztuce pielęgnując nazwiska odtwórców ról. Skąd pomysł (skądinąd znakomity), by w rolę Szaniawskiej wcieliła się aktorka nie bardzo rozpieszczana ostatnimi laty przez teatr? Geneza tej sztuki jest trochę dłuższa i skomplikowana. Pisałem tę sztukę dla pani Krystyny Feldman. Z nią konsultowałem kolejne zmiany w tekście i nowe wersje. Pani Krystyna chciała grać tę sztukę i podpowiadała różne pomysły. Dyrektor jej teatru nie zgodził się, żeby grała w Warszawie, w końcu znalazł dla niej inny monodram. Szukaliśmy aktorki, która miałaby tak samo jak pani Krystyna wielkie możliwości, która jest aktorką tej samej klasy, która jest wielka poprzez swoją skromność, a więc prawdziwa. Pani Małgorzata Rożniatowska jest osobą wielkiego formatu, fantastyczną aktorką i bardzo skromnym, ciepłym człowiekiem. Bardzo cieszę się, że to właśnie ona zagra Anitę. Bardzo jestem ciekawy tego spotkania. Ze swojej strony nie wywierałem żadnego wpływu na nią, niczego nie sugerowałem, wręcz unikałem kontaktu, by tylko nie zapeszyć, nie zniechęcić, nie przestraszyć. Jestem szczęśliwy, że przyjęła tę propozycję. Widziałem kiedyś monodram wielkiej francuskiej aktorki Annie Girardot. Ona była przejmująca w każdym zdaniu. Przykuwała uwagę nawet wtedy, kiedy z powodu niedawnej kontuzji nie mogła wykonywać pewnych sytuacji i na scenę wchodził jej asystent, by zastąpić ją w sytuacjach scenicznych. A jednak Girardot była elektryzująca. Małgorzata Rożniatowska jest taką aktorką. Dla takich aktorów jak ona chciałbym pisać swoje teksty. Kocham aktorów. Chciałbym dla nich pisać. Chciałbym napisać sztukę dla Zofii Czerwińskiej, napisałem dla niej „Na gałęzi”, ale nie odważyła się zagrać sztuki zdecydowanie dramatycznej. Teraz myślę o czymś bardziej rozrywkowym. Uwielbiam słuchać w tej samej sztuce Krystynę Łubieńską, aktorkę Teatru Wybrzeże, która zmierzyła się z tym tekstem. Chciałbym usłyszeć w swoim tekście Tomirę Kowalik, Elżbietą Kępińską, Stanisławę Celińską, Małgorzatą Hajewską-Krzysztofik. Wielkim moim marzeniem jest napisać coś dla Krystyny Jandy, ale pewnie nigdy się nie odważę. Podziwiam ją za wszystko, co robi. Współpracuję z jej teatrem i wprost nie mogę się nadziwić jej energii, pracowitości i zapałowi. Twoje wybory artystyczne nie są obliczone na efekt, działasz na antypodach dzisiejszych tendencji. Zapewne pogardzasz stagnacją anegdotycznego powodzenia. O jakim widzu marzysz? Erwin Axer powiedział, że publiczność też musi mieć talent, czy wymyśliłeś sobie Twojego widza, którego stan duszy domaga się odpowiednich podniet? Nie wymyśliłem sobie widza. Opowiadam o ludziach, o ludziach zwykłych, choć czasem nadprzeciętnych. Szukam widza o podobnej wrażliwości. Niedawno skończyłem scenariusz nowego monodramu dla Ewy Kasprzyk, aktorki, dla której chcę pisać. I już zaczęliśmy się nawet umawiać na trzeci monodram. Tym razem Ewa zagra Marilyn Monroe. Ale ta Marilyn, o jakiej napisałem (na podstawie tekstu niemieckiej powieści, do której zdobyłem prawa) chce być zwykłą kobietą. Nie jest gwiazdą. Mówi zdania, które mógłby wypowiedzieć każdy z nas. Całkiem niedawno robiłem wywiad z jedną bardzo znaną rockową piosenkarką. Ona powiedziała, że jej tematem numer jeden jest tęsknota za matką. Rozbudowałem to zdanie w większy wątek właśnie w tej opowieści o Marilyn Monroe. Jeżeli to jest na jakichkolwiek antypodach to na antypodach prawdy. A anegdotyczne powodzenie? Nie interesuje mnie. W ogóle nie interesują mnie opinie. Obracam się głównie w środowisku artystycznym, czasem wyłącznie artystycznym i dosyć mam anegdotycznego życia, zakłamania, tego całego mówienia o tym, że jest się wyjątkowym itd. Nigdy nie podlizywałem się artystom. Widziałem w nich ludzi, czasem słabych, czasem przestraszonych, czasem zagubionych. Takie są właśnie postaci moich tekstów. Kiedy robiłem wywiad z Anną Prucnal, widziałem w niej Polkę, która przez dwadzieścia lat nie mogła przyjechać do Polski, i na którą przyjaciele donosili do SB. Kiedy robiłem wywiad z Renate Jett, fantastyczną aktorką Krzysztofa Warlikowskiego, widziałem w niej dziewczynkę, którą ojciec, prawdopodobnie nazista, trzymał nad przepaścią w górach, żeby nauczyć siły. Kiedy rozmawiałem z sekretarką Marleny Dietrich, zobaczyłem kobietę, która się z nią utożsamia, która mówi jej głosem i śpiewa jej piosenki, ale wciąż ją widzi – Marlenę, słabą kobietę przykutą do łóżka i silną Niemkę, która nie przyzna się do bólu. Jeżeli innych takie historie interesują, to cieszę się tym. Napisałem książkę o polskich Żydach przyjaciołach Franza Kafki, książkę wyjątkowo niekomercyjną. A wydało ją komercyjne wydawnictwo Latarnik. Ta książka miała wspaniałych, bo niszowych czytelników, wymagających i trudnych. Ale nawiązaliśmy dialog. Fantastyczne są rozmowy na spotkaniach autorskich. Ludzie widzą w tych postaciach kogoś ze swoich bliskich, czasem dziadka, czasem żydowskiego sąsiada, któremu pomagali w czasie wojny. „Bagaże Franza K.” to bardzo pojemna książka, wielowątkowa, z wieloma bohaterami. Teraz jej sceniczną adaptację przygotowuje młody wizjoner, reżyser Paweł Passini. Na przygotowanie tej adaptacji dostał grant w Wielkiej Brytanii. Dla mnie, jako autora, to bardzo miłe, że ktoś tak to odebrał. - Bardzo poważnie traktujesz kontakt ze swoimi czytelnikami. Umożliwiasz im bezpośredni dialog ze sobą poprzez stronę internetową. Czerpiesz stąd inspirację? Przynosisz krużganek oświaty czy po prostu dzielisz się uwagami na temat życia, sztuki? Masz zapewne na myśli mój internetowy blog. To był jakiś akt odwagi, naprawdę. Zwróć uwagę, że zacząłem go pisać chyba prawie cztery lata temu i od razu pod własnym nazwiskiem. Wszyscy pukali się w głowę: zwariowałeś? Nie zwariowałem. Szukałem miejsca, w którym mógłbym publikować – to, co chcę. To był czas, kiedy nie miałem zbyt wielu propozycji. Nie mogłem pisać do gazet, więc stworzyłem własną gazetę. Paradoksem jest, że później fragmenty tego bloga opublikowała „Gazeta Wyborcza”, a ściślej mówiąc „Duży Format”. Ze swoją własną gazetą trafiłem do „Gazety”. A potem nie było odwrotu. Nie jest łatwe pisać pod swoim nazwiskiem. Mam nadzieję, że nikogo dotąd nie udało mi się obrazić ani wkurzyć. Często pisuję recenzje ze spektakli, filmów, czy książek. Jeżeli coś mi się nie podoba, to staram się o tym nie pisać. Piszę o tym, co mnie poruszyło, piszę, by zachęcić innych. Dziwię się tym, jak wiele osób czyta mojego bloga. Czasem dowiaduję się o tym przez przypadek. Kiedyś zadzwoniłem do Manueli Gretkowskiej, którą chciałem zaprosić do programu TV, dla którego wtedy pracowałem. Kiedy się przedstawiłem, powiedziała, że czyta mojego bloga i że czytają go jej znajomi. Na jakimś proszonym obiedzie pewna aktorka poprosiła mnie między drugim daniem a deserem, żebym nie opisywał tego obiadu w swoim blogu. To mnie zadziwia, bo przecież dzieje się jakoś anonimowo. Nie wiem, kto tam wchodzi i czyta. Denerwuję się tylko, kiedy rozmawiam z przyjaciółmi i znajomymi i coś chcę im opowiedzieć. „Wiem z bloga” – słyszę najczęściej i jest po opowiadaniu… To jednak smutne. Na pewno nigdy nie piszę o swojej pracy, nie piszę źle o ludziach. Ale ten blog to jest miejsce spotkania z moimi czytelnikami. I to jest miłe. -Dziękuję za rozmowę. Katarzyna Marzecka, 28.02.2006
2006-02-27:
Informacja z www.e-teatr.pl
Warszawa. "Uwaga - złe psy" w Wytwórni
3 marca o g. 19 w Teatrze Wytwórnia odbędzie się premiera monodramu "Uwaga - złe psy" w wykonaniu Małgorzaty Rożniatowskiej. "Uwaga - złe psy" to dramat oparty na prawdziwej historii chorej psychicznie malarki Anity Szaniawskiej. Twórcy - Michał Siegoczyński, reżyser nagradzanego wielokrotnie monodramu "Jak zjadłem psa" J. Griszkowca we współpracy z Remigiuszem Grzelą stworzyli przejmujące studium chorej psychicznie kobiety szukającej ratunku dla siebie w obłąkańczej miłości do zmarłego męża. Anita Szaniawska - w tej roli Małgorzata Różniatowska, znana szerszej publiczności jako Elżunia Kleczkowska z serialu "Złotopolscy" wychodzi za mąż za 75 letniego pisarza Jerzego Szaniawskiego, z miłości ubezwłasnowolnia go, więzi i doprowadza do śmierci. Tytuł "Uwaga - Złe psy" odzwierciedla postawę życiową bohaterki. W jej chorym umyśle ludzie jawili jej się jako złe psy, pragnące "zagryźć" na śmierć ich miłość. "Z postacią Anity Szaniawskiej, psychicznie chorej żony dramaturga Jerzego Szaniawskiego, zetknąłem się kilka lat temu, mówi Remigiusz Grzela, autor sztuki. Chciałem Szaniawską usłyszeć... i być może usprawiedliwić. Szukałem w niej normalności. Dlatego napisałem ten monodram. "Uwaga - złe psy!" taka tablica, ogromnych rozmiarów, wisiała na bramie do dworku w Zegrzynku, w którym mieszkali Szaniawscy. To opowieść, o kobiecie, która kochała i która zagubiła się w swojej miłości. Jestem przekonany, że w interpretacji Małgorzaty Rożniatowskiej, Anita będzie postacią kontrastów, złożoną z wielu odcieni i kolorów". Małgorzata Rożniatowska - Absolwentka warszawskiej PWST w roku 1974, z wyróżnieniem. Uczennica Tadeusza Łomnickiego, Zbigniewa Zapasiewicza, Jana Kreczmara i Ryszardy Hanin. Wiele lat współpracowała z Teatrem na Targówku w Warszawie, współtworzyła Teatr Janusza Wiśniewskiego, gdzie wystąpiła w spektaklach min. " Koniec Europy" i "Ulica krokodyli". Obecnie gościnnie przygotowuje rolę w Teatrze Współczesnym w Warszawie w spektaklu "Wieś Stiepańczykowa i jego mieszkańcy" według Fiodora Dostojewskiego w reżyserii Izabeli Cywińskiej. Zagrała w kilkudziesięciu filmach polskich. Między innymi: "Cześć Tereska" Roberta Glińskiego - matka; "Krótki film o miłości" Krzysztofa Kieślowskiego - naczelniczka poczty; "300 mil do nieba" Macieja Dejczera - sędzina; "Dług" Krzysztofa Krauze - pielęgniarka; "Faustyna" Jerzego Łukaszewicza - siostra kucharka; "Daleko od szosy" Zbigniewa Chmielewskiego - bratowa Leszka.Od lat występuje w serialu "Złotopolscy" jako Elżunia Kleczkowska, reżyseria Radosław Piwowarski. Remigiusz Grzela - Ukończył Wydział Dziennikarstwa i Nauk Politycznych Uniwersytetu Warszawskiego. Autor książek "Rozum spokorniał. Rozmowy z twórcami kultury" (2000), "Nauka a polityka - Dziwne losy filozofii prawa w Polsce" (2001), "Bagaże Franza K., czyli podróż której nigdy nie było" (2004). Współautor książki "Chełmska 21" (2001) o historii warszawskiej wytwórni filmowej. Publikował w paryskiej "Kulturze, w "Literaturze", "Kinie", "Gazecie Wyborczej".Wydał dwa tomiki poetyckie "Świat banalny" (1998) i "Drzewa wierzą naprawdę" (2001). Jego wiersze przetłumaczono na języki: norweski, hebrajski, włoski i angielski.Doświadczenia związane z wywiadem przekazuje studentom Wydziału Dziennikarstwa i Nauk Politycznych UW, gdzie prowadzi wykład "Kultura wywiadu". W jego dorobku znajdują się dramaty "Na gałęzi", "Biografia", "Naznaczeni" oraz adaptacja sceniczna opowiadań Pedro Almodovara "Patty Diphusa" (jedynej autoryzowanej przez Almodowara polskiej adaptacji jego utworów) - monodram Ewy Kasprzyk, premiera w Teatrze Rozmaitości w Warszawie (listopad 2004). Michał Siegoczyński - Ma za sobą dwuletnie stacjonarne studia aktorskie SPOT Kraków oraz egzamin eksternistyczny sekcji dramatu ZASP Warszawa. Była także wolnym słuchaczem na wydziale reżyserii w warszawskiej Akademii Teatralnej. Związany z kilkoma teatrami w Polsce. Najważniejsze realizacje teatralne: "Jak zjadłem psa", Jewgienij Griszkowiec, Teatr im. H. Modrzejewskiej w Legnicy (marzec 2004)pierwsza nagroda na Ogólnopolskim Festiwalu Monodramu Współczesnego w Teatrze Stara Prochownia w Warszawie (maj 2004),druga Nagroda na wrocławskim przeglądzie monodramów WROSTIA (listopad 2004),nagroda specjalna na XXXXV Kaliskich Spotkaniach Teatralnych(maj 2005), "Wieje", Teatr im. Wojciecha Bogusławskiego w Kaliszu (kwiecień 2004) nagroda specjalna dla Twórców przedstawienia "Wieje" na 44 Kaliskich Spotkaniach Teatralnych (maj 2004),druga nagroda na wrocławskim przeglądzie monodramów WROSTIA (listopad 2004),nagroda specjalna na festiwalu Agnieszki Osieckiej za piosenki ze spektaklu (2004)udział w międzynarodowym festiwalu MALTA w Poznaniu (2004) "Taśma", Stephen Belber, Teatr Stara Prochownia w Warszawie (maj 2005).
2006-02-24:
TVP 2 zapowiada "Złe psy"
Małgorzata Rożniatowska, Michał Siegoczyński i Remigiusz Grzela byli gośćmi TVP2. Rozmowę Jolanty Fajkowskiej o przygotowaniach do premiery "Uwaga - złe psy!" TVP2 nada we wtorek, 28 lutego.
2006-02-16:
Chat WP.PL
Małgorzata Rożniatowska brała udział w czacie WP.PL pod hasłem "Uwaga, złe psy! - Monodram, który trzeba zobaczyć!". Zapis czata można przeczytać na:
WP.PL
2006-02-16:
WIK zapowiada premierę
WIK, czyli "Wprost i kultura":
"Trudna opowieść" Ile warta jest prawda o człowieku, oparta na przekazach innych ludzi? Na to pytanie szuka odpowiedzi Michał Siegoczyński, reżyserując monodram Remigiusza Grzeli "Uwaga, złe psy". Jest to studium chorej psychicznie malarki Anity Szatkowskiej, żony wybitnego dramaturga Jerzego Szaniawskiego. Świadkowie twierdzą, że całkowicie usidliła artystę, zamykając go w domu i znęcając się nad nim psychicznie. Po śmierci pisarza Anita mieszkała przez lata w jego dworku w Zegrzynku, stopniowo go dewastując, a na koniec podpalając. Zła pani na Zegrzynku, jak ją nazywano trafiła w końcu do zakładu psychiatrycznego w Tworkach, a następnie do Domu Opieki w Krakowie, gdzie pozostała do końca życia. Dramat literata i dziennikarza Remigiusza Grzeli powstał na kanwie tej historii. "Uwaga, złe psy" zostały zaplanowane jako rodzaj spowiedzi z życia Anity, dokonanej już po śmierci męża, której zresztą chora kobieta nie przyjmuje do wiadomości. Bohaterka nie jest jednak osobą kompletnie bezwolną. Ma głęboką świadomość swojej choroby, próbuje z nią walczyć. Odtwórczyni głównej roli, Małgorzata Rożniatowska, znana szerszej publiczności z serialu "Złotopolscy", podjęła trudne wyzwanie, jakim jest kreacja postaci żyjącej na granicy rzeczywistości i urojenia. "Zdecydowałam się na monodram dlatego, że fascynuje mnie ta forma, a do tej pory nie miałam ani pomysłu, ani odwagi, aby podjąć się pracy nad nią" - wyznaje aktorka w wywiadach. "Każdy człowiek ma swoją własną historię, którą można przedstawić na wiele sposobów. Mnie zaintrygowała w tej opowieści postać, która tylko pozornie jest jednoznacznie zła" - mówi reżyser spektaklu. Siegoczyński dodał własne akcenty do tekstu, pracował nad spektaklem wspólnie z autorem dramatu. "Zastanawiałem się nad drugą stroną tej relacji. Nad skomplikowanym układem, w jaki uwikłali się wzajemnie Szaniawscy." Zdaniem reżysera, czarno-biały obraz tego związku, zapisany w historii, ma niewiele wspólnego ze skomplikowaną naturą relacji międzyludzkich. Nigdy nie wiadomo do końca, co się zdarzyło naprawdę pomiędzy dwojgiem bliskich sobie ludzi. To wiedzą tylko oni, a przecież już ich nie ma. Dlatego "Uwaga, złe psy" jest próbą oddania głosu tej, która nie zdążyła przedstawić swojej wersji wydarzeń. Opowieść Anity Szaniawskiej usłyszymy już 3 marca w Teatrze Wytwórnia. (MS) WIK, 13-26 lutego 2006 |
Premiera: Pozostałe informacje: |